DIALOGI
W bloku lokatorzy szykują "małą" niespodziankę dla gospodarza, tymczasem on razem z Balcerkiem wyczekuje dostojnych gości.
dając instrukcje dzieciom - Dzieci, dzieci, pamiętajcie te kwiatki... te kwiatki dopiero za bramą dobrze? Za bramą tak? I zawsze przed delegacją no? Malutka no? Przed delegacją no, na miłość boską dzieci pamiętajcie. Jakoś ich nie widać, może zabłądzili? | ||
Trafią, trafią. Siadaj pan. | ||
Zabłądzili. | ||
Z delegacjami to tak zawsze jest. | ||
Już! | ||
Opowiadał mi jeden kuzyn, co to za kelnera robi i często tym delegacjom podaje, że ci z dyplomacji to nic tylko się spóźniają. Zresztą nie ma się czemu dziwić. Zamiast pić jak ludzie to nic tylko gadu gadu. Gaduła i gaduła. Zanim takiemu z dyplomacji pozwolą lufę strzelić to się nasłucha o przyjaźni między narodami, o pokoju, o miłości do robotnika. | ||
Mógłby pan się powstrzymać. | ||
A najgorsze, że w czasie tej gadki, to ni można se zapalić. | ||
Jadą!!! Gaś pan papierosa! (Wybiega na ulicę.) Taksówka. Może nie przyjadą? Może się dowiedzieli? Czekaj pan, pójdę do domu zobaczę, czy wszystko w porządku. | ||
łapiąc Anioła pod rękę - Ale w porządku! No co nie ma być porządku? Siadaj pan! | ||
Jakie siadaj, jakie siadaj? | ||
Ludzie pracują a tamci już teraz szampana piją za braterstwo. | ||
Aj, muszę iść tam. | ||
Siadaj. Wiesz pan, że nasz konstruktor nowego robota młodzi? | ||
Co mnie pan tu panie... | ||
Tak. Dla pani Ewy. No i powiada, że teraz ten robot się będzie po knajpach rozbierał, a oni będą tylko w chacie siedzieć i szmal rachować. No i co, sprytnie to wykombinowali nie? | ||
To trąci oszustwem. Jako takie jest niezgodne z prawem. | ||
Zgodne, czy niezgodne i tak już z tego nic nie będzie. Mówił mi jeden kuzyn, co to w Ameryce był, znaczy jak mógł mówić, bo on się tam w tej Ameryce przez pomyłkę na kacu kwasu solnego napił. Więc jak mógł mówić, to mi opowiedział, że ichni konstruktor też wymyślił takiego robota kobitę. Podobno była jak żywa. Ale jednego nie przewidział. Otóż jak tę pudernicę udaną w miasto puścił, to po jakimś czasie ona z brzuchem wróciła. A i nawet się wyskrobać nie dała, bo powiada, że jest praktykująca. | ||
E tam głupstwa pan opowiada. | ||
Żebym się z tego miejsca nie ruszył, że prawdę mówię. A pan to w ogóle życia nie zna... | ||
Cicho! | ||
Nie wiesz pan, że są rzeczy, o których się gospodarzom domu nie śniło. | ||
Cicho mówię! Jadą, jadą! Teraz to na pewno jadą! Albo rybka albo pipka jak powiedział Hamlet! Balcerek graj pan sto lat. | ||
Balcerek znika za bramą. Przed bramę przyjeżdża 6 mercedesów. Anioł wita ich w różnych językach. Znaczy stara się. | ||
Łelkom! Gutentag! Naschledano! Lejdis dżentelmen! Więc tak, mam zaszczyt powitać szanownych gości w imieniu kolektywu mieszkańców Alternatywy cztery. To niesłychane wyróżnienie jest wyrazem uznania ze strony władz dla naszych dotychczasowych sukcesów i jednocześnie bodźcem do dalszych godnych uwagi osiągnięć na polu gospodarczym! Chcę podkreślić, jako gospodarz tego domu, że naszą ambicją jest aby przykład promieniujący z tego miejsca, pod moim, czyli Stanisława Anioła kierownictwem, rozszerzył się na cztery części kuli ziemskiej! | ||
Anioł przemawia, a słynny redaktor telewizji przeprowadza relację z miejsca tego wydarzenia. | ||
Proszę państwa, jesteśmy oto świadkami historycznego wydarzenia. Przyjeżdżają do nas przedstawiciele trzeciego świata, do nas, do tak bliskiemu każdemu gorącemu sercu Polaka, do warszawskiego osiedla mieszkaniowego. A mamy się tu czym pochwalić, mamy kluby lokatorów, kółka zainteresowań. I oto jesteśmy na warszawskim osiedlu mieszkaniowym. | ||
kończąc przemówienie - I w związku z tym, tego i tak dalej co powiedziałem prawda... yyy... proszę o uroczyste przecięcie wstęgi. No... he, he, he, tak jest. No i teraz tego, że tak powiem i tak dalej, tradycyjnie no, chlebem i solą no. | ||
Gość z delegacji podnosi chleb. Pod nim siedzi szczur. | ||
Chlebem i solą witają mieszkańcy Alternatywy swoich dostojnych gości. Szpaler drzewek wydaje się kłaniać w powitalnym geście. (Drzewka faktycznie kładą się jedno za drugie jak domino.) Stop. Stop! No panowie, co to jest? | ||
Panie Balcerek, panie Balcerek! | ||
Balcerek wychodzi zza bramy, przebrany za ślepca żebraka z tabliczką wiszącą na szyi: "kaleka wyprasza się łaski" i gra na żałobną nutę na harmonii. | ||
ogłupiały całą zaistniałą sytuacją - Proszę. Proszę bardzo. Bardzo proszę no, do środeczka. Tak jest. | ||
Goście idą po powalonych choinkach. Przechodzą po desce położonej nad dużą kałużą, w której bawią się dzieci. Obok porozwalane kontenery na śmieci, do jednego z nich skowyczy przywiązany pies docenta - Teodor. | ||
do kolegów - Panowie, to zaczyna być interesujące. Chowajcie kamerę. | ||
Okna mieszkań oklejone gazetami, z balkonów zwisają szmaty, na murze przy wejściu napis: "Anioł won!". | ||
stojąc przy bramie - Matko Bosko Częstochowsko. Matko Bosko Częstochowsko. Ja już nic nie wiem. Ja już nie wiem. | ||
No? | ||
Ja już panie, ja nic nie wiem. Mam watę z mózgu panie. Ja już nic nie wiem. Nic nie wiem. Czekaj pan! Wie pan co, ja tam mam klub, chodźmy zobaczyć. | ||
Na schodach ustawiony wózek z Kierką, który ostro zalany (dosłownie i w przenośni) z gwinta ciągnie wódeczkę. Z góry ucieka śpiewaczka przed Kubiakiem goniącym ją z siekierą. | ||
do gości - Pijany to nie dogoni! Jakby był trzeźwy, jest na co popatrzeć! | ||
przeciskając się przez gości - Przepraszam! Proszę tu mamy klub lokatorów. Proszę! | ||
Na dole w klubie tak samo, jeden wielki chaos. Kotek leży na materacu, który przypala się od papierosa, Kołek z profesorem grają w pokera. Na stole kupa pieniędzy. | ||
Full! | ||
He, he. Max! He, he. (Zgarnia pieniądze w swoją stronę.) | ||
wbijając w stół nóż - Gramy dalej! | ||
Dzisiaj tu jest spokojnie, spodziewali się delegacji to hamują. | ||
Ale to skandal jest panowie! | ||
Wszyscy uciekają z piwnicy! Anioł stoi bezradny pod ścianą i majaczy do siebie. | ||
Wspólnym wysiłkiem, całego kolektywu no... | ||
No? | ||
Wspólnym wysiłkiem. Wspólnym wysiłkiem całego kolektywu no... my i tak dalej... budowali my no... prrrrrrrrrrrr. (Wykonuje efekt pierdzenia ustami.) | ||
goniąc ze strzelbą jednego z gości - Stój! To ten! | ||
powstrzymując go - To nie ten! To nie ten! (Furman strzela w niebo.) To najspokojniejszy lokator na świecie! Ale szuka faceta, z którym uciekła jego żona! | ||
Z okna słychać głos Manca. | ||
Zabieraj ciuchy! Zabieraj te swoje rzeczy i wynoś się! | ||
Z okna leci pierzyna, szafka i krzesło. | ||
Odsunąć się, odsunąć się! | ||
Ty ździro ty! Lalkę z ciebie zrobiłem. Co... chcesz spróbować? Proszę bardzo, próbuj, próbuj. (Robot Ewa 1 podchodzi do balustrady balkonu i zaczyna ją przekraczać.) I tak nie pofruniesz ty... ty mietło knajpiana. Ty... ty ścierko. No próbuj, no, no, dobrze. Próbuj!. Ciekawe... (Robot spada na ziemię. Wstaje, podnosi głowę, która po upadku mu odpadła, bierze ją pod pachę i idzie dalej.) | ||
To nic takiego, to nic takiego! To tylko ten psychiczny dostał szału! | ||
Wszyscy z delegacji zaczynają uciekać, wsiadają w swoje mercedesy i opuszczają z piskiem opon Alternatywy. | ||